Świadectwo …

Jeszcze pół roku temu, pewnie, bym nie tworzył tej zakładki i dał sobie spokój z  pisaniem własnych rozważań, przemyśleń… ale to niesamowite ile może się zmienić w życiu człowieka w ciągu zaledwie kilku miesięcy…

Moje życie obróciło się o, może nie 180 st. , ale prawie … napewno w sensie duchowym.

W roku 2016 spełniło się moje chyba największe artystyczne marzenie, tak wtedy sądziłem, dostałem się do obsady Notre Dame de Paris. Szok, niedowierzanie, ja aktor małych epizodów, choć z ogromnym sercem do muzyki i wielkim talentu kredytem zaufania od Pana Boga, dostałem się do Polskiej edycji wymarzonego musicalu. 

I tak grałem sobie ten cudowny musical przez jakieś 1,5 roku… aż nagle…

Śpiewając Belle , numer, który wszyscy kojarzą, który, śpiewamy w każdym koncercie… zapomniałem tekstu, tzn coś uszyłem, ale w głowie pojawił się obłęd, lęk, strach… Pamiętam, kiedy wróciłem w tył sceny, chciałem uciekać, osobiście uważam że pozwoliłem jakiemuś demonowi lęku, tremy wejść w moje życie i zbudować w sercu fundamenty warowni strachu. 


Pamiętam, że od tego jednego momentu moje życie stało się koszmarem… i nie raz słyszałem, że jesteśmy ludźmi, że to wpisane w nasz zawód… nawet asystent reżysera nic nie zauważył… ale we mnie gotowało się, że przecież znam ten spektakl od podszewki, a mimo to taka wpadka… 
I wiecie co… Męczyłem się tak kilka miesięcy. Już nie tylko grając Notre Dame ale w każdym spektaklu… było ziarenko niepewności, kiełkowało w mojej głowie, dawało niepewność, lęk, strach, olbrzymią tremę… 


Skłoniło mnie to tego, że zacząłem się bardziej modlić, wiem ktoś powie jak trwoga to do Boga… tak było… kiedy zbliżały się spektakle ja padałem na kolana i modliłem się godzinami by Pan Bóg był ze mną, by mi pomógł…

W maju 2018 roku, graliśmy set Notre Dame i pamiętam jak dziś, został mi ostatni spektakl (niedzielny). I tak sobie to Pan Bóg zaplanował, że do teatru jechałem ze znajomym Księdzem z którym zacząłem rozmawiać o mojej przeszłości, o błędach przeszłości, o upadkach, tych wiadomych i niewiadomych, o których nigdy nie powiedziałem Panu Bogu w Sakramencie Pokuty…
Pamiętam powiedział mi jedno zdanie… „Pamiętaj to co dobre pochodzi od Boga, a to co złe, co sprawia ból, lęk, strach pochodzi od złego”.
Dojechałem do teatru i wchodząc do garderoby poczułem, że oblewa mnie zimny pot, wchodzi lęk, strach… pamiętam że usiadłem i spojrzałem w lustro i na głos powiedziałem…

„Panie Boże ratuj… już dłużej nie dam rady… Błagam ratuj”

I stało się coś niesamowitego… wszyscy odeszło… absolutnie wszystko… pamiętam że był to najpiękniejszy spektakl jaki zagrałem…

Obiecałem sobie że pójdę do spowiedzi z całego życia, do spowiedzi generalnej. Dałem sobie kilka tygodni bym na spokojnie spisał na kartce wszystko co leży mi na sercu i co mam jeszcze nie wyjaśnione z Panem Bogiem. Spowiedź trwała 1,5 godziny i była najwspanialszą chwilą w moim życiu…

Do tej pory Pan Bóg daje mi znaki, mówi przez ludzi…

I powiem Wam że nie uwolniłem się do końca z mojej tremy, ale… właśnie przez Nią wiem o wiele więcej… zdałem sobie sprawę jakim byłem egoistą, grałem te spektakle myśląc tylko o sobie a przecież 1000 osób które przychodzi przeżyć coś wspaniałego jest o wiele warta niż my na scenie… Na tym polega to życie … mamy być dla drugiego człowieka… Powiem więcej do tej pory coraz bardziej poznaję mojego Anioła Stróża… Każdy spektakl oddaję wszystkim Duszą w Czyśćcu cierpiącym… i czasami co jest rzeczą absolutnie niesamowitą czuję np. Przed samym wejściem na scenę perfumy mojego zmarłego ostatnio wujka… Czuję obecność Pana Boga w moim życiu… to najcenniejszy dar jaki mogłem otrzymać… jaki każdy z nas otrzymuje… 

Jeśli mogę zachęcić Was do czegoś… to pogłębiajcie relację z Panem Bogiem… 

I PAMIĘTAJCIE …. „ W oczach Pana Boga każdy z Nas jest Cudem…” 

Amen